czwartek, 13 lutego 2014

TEN telefon.

   TEN telefon do jednej z najbardziej wpływowych person w Dziurze. TEN telefon mogący zadecydować o tak wielu rzeczach w przyszłości. Albo o niczym.

   Ten telefon. Prywatny, do v-ce starosty. Jak Niezaradnej uświadomiono, ma go w swych własnych kontaktach. Tylko wybierała niewłaściwy. Czy to poprawiło jej humor?

   Fakt, kolega przysyła jej regularnie na święta życzenia. Ale może z tego mniej prywatnego telefonu? Nie. Jednak to ten prywatny, najprywatniejszy. Kurwa mać.

   O godzinie 13 ból żołądka. O godzinie 13.40 rzeź niewiniątek. Gburka dostała opr. I co z tego, że się sama prosiła. Niezaradna zapewne wyprodukowałaby z trzewi więcej empatii wobec kryzysów neurotycznej pięciolatki, gdyby nie szarpały jej wnętrzności różne rozstroje.

   Najprościej byłoby zadzwonić zaraz. Ale dostojny urząd działa do 15-tej. A do której działa wpływowy polityk tuż przed wyborami? Zadzwonić, gdy wejdzie do domu znużony po pracy? Przerwać obiad? Kurwa, źle, źle.

   Ostatecznie wieszając pranie o godzinie 17.30, Niezaradna bierze telefon w rękę i naciska TEN numer.

   - Cześć - pada z słuchawki szybkie i... pełne niechęci? chłodne? czy tylko zdziwione? Kurwa, kurwa.

   Zero finezji Niezaradnej, wali jak obuchem między oczy:

   - Mogę do ciebie przyjść do biura?

   Do biura, stanowczo do biura. Niezaradna już raz załatwiała tę sprawę w domowych pieleszach luksusowego domu kolegi. Gadka szmatka, spotkanie dwóch małżeństw z dziećmi, będziemy o tobie pamiętać, bla, bla, bla.

   Jutro. Godzina 10.30.

   Niezaradna nie ma koncepcji. Czego właściwie chcieć. O czym gadać? O szansach na szkolenia w PUP-ie i czemu Niezaradna na to nie poszła? O mętnych planach? Czy o tym, że wobec braku kasy może być cyniczna i sprzedać wiarygodnie każdy kit? Nawet polityczny, choć ni w cholerę się na tym nie zna?

   Gdzieś tu powinno być miejsce na to, co Niezaradna naprawdę chciałaby robić. Do czego jest stworzona. Co jest jej pasją i inne takie.

    I tu Niezaradna jest w kropce. Powinno to być najprostsze.




  Czas biedy wypiera Niezaradną z marzeń szybciej niż mijające lata. Osiągnęła już skrajny i niepoprawny politycznie minimalizm: zarobić tyle, by nie utrudniało to życia osobistego. Inne marzenia zamknięte w skrytce pod schodami, których nie ma.

  Idealiści, przeprasza się Was za ten wpis.

  Jutro o 10.30 Niezaradna będzie się giąć i wykrzywiać twarz w sztucznych uśmiechach. Za mało alkoholu.

2 komentarze:

  1. Jutro czyli dziś? Trzymam mocno wszystkie kciuki jakie mam. Bądź twarda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już po. Zabawnie było. Ale wieczorem relacja :).

    OdpowiedzUsuń